piątek, 8 października 2010

Padam.

Zupełnie szalony tydzień. Zajęć trochę na uczelni. Mało snu, dużo spotkań i z ludźmi bycia. Wszystko na uczelni jawi się tak świeżo i nowo. Zwłaszcza filozofia kultury; ) będzie to ciężki przedmiot ze względu na obciążenie intelektualne prowadzącego; )ale lubię wyzwania zatem czekam z niecierpliwością na potyczki słowne: ) Poza tym jestem fanką pana, który z nami ma zajęcia z filmu dokumentalnego...jest kompletnie szalony!tańczy, wygina się, nachyla w zaskakująco gibki sposób...robi jednoosobowe dramy...zachwyt nim przeżywam. Będzie uroczo coś czuję. Nie wszystkie zajęcia były. Było też mnóstwo okienek i czekania ogólnego ale takie są pierwsze dni zazwyczaj.


Dziś byłam na spacerze leśnym i jesiennym. I to był dobry ruch. Las przywitał ogromną różnorodnością nachylenia terenu; )i cisza była. Świetne światło się przebijało przez korony drzew... Nie byłam sama więc to już zupełnie było miłe. Fajne rzeczy można robić razem. Przestrzeń leśna sprzyja rozmowom i różnym przejawom duchowej drogi; ) Zwłaszcza tej pod górkę...: )





Jesień w tym roku jakoś wyjątkowo jest łaskawa. Oby jak najdłużej było tak. Rzecz jasna w góry się chce...jakoś dziś niemożebnie intensywnie...i Bieszczady...do nich ciągnie. Ogromnie dziś...
piosnka na tę okoliczność. Tymczasem padam na twarz. Zmęczeniowo. w końcu cały tydzień dziś ze mnie wychodzi; ) Regeneracji czas zacząć! Dobrego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz