niedziela, 30 stycznia 2011

tęsknoty.

Tęsknota jest wpisana w człowieka, w jego wnętrze. Zazwyczaj tęsknimy do ludzi, miejsc, dobrych doświadczeń, do Boga. Dziś i  ja mocniej tęsknię. Jakoś bardziej i mocniej do mojego brata - dość długo nie widziałam go. Ehu...te rodzinne więzi!:) 

Tęsknota za miejscem...to od paru dni powraca do mnie mocno...Izrael...nie wiem skąd tak nagle..: ) coś jest w tym miejscu...barwy kolorów, zapachów, smaków, dźwięków  za ludźmi dobrymi tęskno. Dziś mi się nawet śniło, że się spakowałam ot tak po prostu i poleciałam do Tel Avivu:  ) W snach przecież najpełniej wyrażają się nasze pragnienia ale też obawy...nie żebym w to jakoś specjalnie wierzyła ale ze mną tak jest...że sen jest kalką niekiedy mojej rzeczywistości. 

Dziś przeczytałam, że na początku każdej drogi( czyt. do czegoś) jest marzenie. Zatem trzeba realizować marzenia, iść za marzeniem...tak do końca.

Dziś jest niedziela. Dodam, że bardzo zachwycająca. Niebywale słoneczna i mroźna nieco. Spacer już za mną...taki bardzo udanie długi : ) Wracam do  lektury, bo dziś urządzam sobie dzień kondycyjny; ) Dobrego.




sobota, 22 stycznia 2011

Po długim czasie.

Zupełnie dawno nie pisałam...dużo się działo. Wręcz ogromne ilości zdarzeń! Czasu na wszystko brakowało...ale teraz już ferie i to jest najbardziej genialne! Kilka fajnych planów i pomysłów na wolny czas mam. Ostatnie dwa tygodnie bogate bardzo w podróże na najbliższy bliski wschód: ) i ludzi dobrych tam ogromne ilości. Poza tym w mieście moim rodzinnym też na bogato: ) Niesłychanie dobre spotkania, rozmowy, granie w gry- takie zupełnie nocne. I narty! na potęgę! cudowne to wszystko.  Świętowałam dziś  rozpoczęcie ferii  z moimi ludźmi z roku i wybraliśmy się do kina. Dawno nie byłam...choć film dość przytłaczający to jednak dobry miał koniec. Polecam owe dzieło ludziom, którzy mają mocną wytrzymałość emocjonalną...podsyłam link.

To genialnie, że w końcu przyszedł taki czas,że go mam: ) Przez następne trzy tygodnie zamierzam to niesłychanie wykorzystać i dobrze się mieć. Czeka mnie kilka w końcu fajnych aktywności. A teraz to już chyba pójdę spać, bo po wczorajszym szusowaniu mam w kilku miejscach nadwyrężone co nieco: )

niedziela, 2 stycznia 2011

Roku początek.

Wypada coś napisać. Rok się zaczął całkiem nowy. Nie czuję ogromnej zmiany ani jakiś niesłychanych emocji z tym związanych. Będzie jak ma być. Oby jak najlepiej. Moje postanowienie się nieco klaruje...myślę,że warto nie marnować nam darowanego czasu, umiejętności, że należy dbać o ludzi, bo są ogromną wartością i darem. Że należy cierpliwie podchodzić do tego co się wydarza. I generalnie inwestować w siebie, w rozwój. Także takie są zamierzenia. Bardzo warto zaangażować się w działanie, które przynosić będzie dobro. Jednym zdaniem postanowienie na najbliższy rok, czas to: konsekwencja i wytrwałość w pracy nad sobą.

Ostatni czas w górach spędzony. Intensywnie bogaty w różne wydarzenia. Narty i ludzie dobrzy, bliscy to świetnie połączenie więc polecam.  W wolnym czasie graliśmy...gry planszowe się pojawiły więc to było całkiem świetne. Śmiechu przy tym sporo...

 A teraz...dużo emocji, medytacji, rozważań...powroty nie są najłatwiejsze. Bywają wyjątkowo trudne nawet. Co począć? czekać cierpliwie aż się zmieni. Początek roku zawsze jest trudny. Praca i ustawiczne działanie  są cenne więc trzeba się na to przygotować.

Nie mam żadnej dobrej złotej myśli ani muzy na roku początek...tylko jedynie dobra chce życzyć i cierpliwości do tego co trudne być może oraz zachwytu nad tym co nowe, radosne.