poniedziałek, 30 sierpnia 2010

tygodnia poczatek.

Wczoraj intensywny dzien w spotkania. Przegadany calkowicie. Bylam na dwoch mszach: ) nie mam jakiegos naglego wzrostu poboznosci; )tylko bardzo chcialam byc na dwoch bo jedna byla calkiem po polsku a druga w Ormian katolikow. Ciekawe doswiadczenie. Dobrze,ze byl dostepny "przewodnik" po angielsku, bo calkowicie bez tego nie mozna byloby sie polapac w tym rycie.Moze to kwestia czestszego uczestniczenia i przyzwyczajenia...ale kazdy gest tak jak u nas zawiera w sobie ogromna tajemnice. I bez odpowiedniego zrozumienia nie da sie w pelni uczestniczyc. Nie wypada byc obserwatorem...
Na mszy byla tez obecna pani spiewaczka-prawie operowa; ) potwierdzilo sie,ze glosno nie idzie w parze z ladnie. Ale teraz tak sobie mysle,ze  gdyby nie ona i sedziwy pan organista oraz s. C to nic by z tego spiewu nie bylo...zatem do glosnego zawodzacego spiewu idzie sie przyzyczaic.

Kolejne momenty dnia byly intensywne w emocje jakos tak...niektore sprawy powoli sie w nas ukladaja i jak sie uloza to juz wybijaja z wielka moca. Wiem,ze to dosc pokretne i na okolo...ale w kazdym czasie mamy tyle sily i laski ile nam dokladnie potrzeba. Zatem nie oplaca sie nigdzie uciekac-zwlaszcza od ludzi co wartoscia ogromna sa. Taki moral z moich przemyslen; )

Potem herbatka z zaprzyjaznionymi polakami. Milo bylo podyskutowac o sytuacji spoleczno-politycznej tu, o nastrojach, codziennosci. Owocne rozmowy-otwierajace oczy. Cenny czas.

Wieczor spedzilam w milym towarzystwie na najbardziej znanym deptaku w okolicy. Kolacje tam spozyla nawet...falafel w sensie. Dobry. Nawet lepszy niz na st.miescie.

Dzisiejszy dzien nieco trudny byl. Taki calkiem podzielony na elementy,kawalki...sama bylam przez pierwsza czesc dnia w biblio. Fajnie intensywnie pracowity czas. Udalo sie nadrobic chorobowe zaleglosci. Druga czesc dnia z ludzmi bardziej: ) ale jakos niewiele mowilam. Taki dzien: )Bylam dzis na adoracji. Jak zwykle tkz. skrotem;) sobie poszlam czyli nie Via Dolorosa. Jest taki moment podczas tego skrotuze lepiej nos zatykac 5 m przed. Nazywam ten moment roboczo: kurnikiem, bo tak pachnie. Kur tam nie ma choc bywaja kurczaki male-zywe: ) To miejsce gdzie na ulicy w klatkach sprzedaja kroliki kurczaki, papugi, skorpiony, waz boa sobie mieszka w zamalym terrarium, jakies gryzonie widzialam, w zeszlym tygodniu w klatce bez zabezpieczenia pelzal pyton...zastanawiam sie czy nadal chodzic przez ten skrot; )

Wieczor dzisiejszy na malych zakupach. Pierwsze wprawki prezentowe: ) Potem krotki spacer. Fotosy. A teraz kapiel, lozeczko, ksiazka i sen. Jeszcze tylko rozmawowie sie tu z jednym takim. Wypijemy zwyczajowo soczek ze swiezych cytusow i powymieniamy opinie o rzeczywistosci. Lubie z tym jegomosciem sobie rozmawiac. Przyszedl.Nic. Zmykam.

sobota, 28 sierpnia 2010

wspominki.

Od wczoraj slabiej sie mam. Jakos tak sie przyplatalo zmeczenie i brak sil ogolny. Byly tez rozne dodatkowe atrakcje ale o tym jakos nie wypada tu pisac; ) Dzis nieco lepiej. Choc nie mam w sobie ogromnej energii do dzialania wrecz przeciwnie jakos na odwrot wiec jestem przyslowiowym flakiem; ) Zamierzam sie jednak bronic przed tym oslabieniem ogolnym.Pije duzo wody wiec powinno byc w porzadku. Wczoraj uslyszalam od br. A, ze:...pij wode, ona dobra jest. Mlyny kreci, statki nosi: ). Zatem zamierzam sie dostosowac do tego powiedzenia: )i uzupelniac plyny.


Bazylika Zasniecia.
Dwa dni temu bylam na Syjonie. Bardzo mi sie tam podobalo. Zwiedzilam benedyktynska bazylike Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny. Godne i piekne to miejsce. Bardzo piekne mozaiki i pociagajca prostota w wnetrzu kosciola. Mam zamiar jeszcze raz tam sie wybrac, bo naprawde jakos przypadlo mi do gustu to miejsce. Byla tam tez polska msza z okazji Swieta MB Czestochowskiej. W krypcie jest ikona MB Czestochowskiej-taki polski akcent maryjny tu w Jerozolimie.  Trzy dni temu wybralam sie tam sama zeby nie pobladzic nastepnego dnia. Tylko tyle,ze to bylo juz po 18. i generalnie wszytsko bylo zamkniete ale calkiem nie przeszkodzilo sie to wspiac na punkt widokowy i pozachwycac sie wiodokami na skapana w zachodzacym sloncu Gore Oliwna. Zmierzch jest   dosc urokliwy w Jerozolimie. Bardzo szybko wrecz blyskawicznie zachodzi slonce i zaczyna sie szarowka tak zwana i ciemnosc. Slonce zachodzace zalewa miasto i domy z zoltego kamienia. To daje fajny efekt.    Nawet dla takiej krotkiej chwili warto bylo sie na Syjon wybrac. Na Syjonie rowniez wedlug tradycji jest grob Dawida. Bylam. Nie poruszylo mnie to. W jakims niewyremonotwanym pomieszczeniu jest sarkofag,monument na dodatek zarzucony jest na niego jakis kawal materialu...siedzialy tam na plastikowach krzeslach pobozne zydowki i sie modlily. Dziwna niedbalosc o miejsce jak najbardziej swiete dla naszych starszych braci w wierze.


">

środa, 25 sierpnia 2010

Zmiany, zmiany...

Wszystko sie zmienia. Dokladnie. Za mala sugestia zmienilam szablon mojego bloga; ) Nie wiem czy to do siebie pasuje ale na chwile zostawie. Niech bedzie tak-musze sie przyzwyczaic.
Druga zmiana to przeprowadzilam sie o drugiego pokoju. To powazna zmiana: ) Jest troszke inny choc przestrzen jest tak samo mala-wystarczajaca w sumie. W moim dawnym pokoju zamieszkaly male robaczki i mrowki. Nie umiem zyc  z tymi stworzeniami w zgodzie wiec postanowilam ustapic. Doslownie obok sie wprowadzilam wiec nie musialam daleko biegac z rzeczami.
Trzecia sprawa to moj nastroj. Po dosc niezidentyfikowanym kryzysie przyszedl spokoj. Jest spokoj i radosc. Wszytsko zatem jest ogromnie wazne i jestesmy nieustannie obdarowywani.

Dla zasluchania sie w spokojne rytmy przesylam wczoraj odkryta afrykanska muze,do snu kolyszace w sumie ale milo uspokaja.

 http://www.youtube.com/watch?v=MKC-Jd7KN64&feature=channel

niedziela, 22 sierpnia 2010

everybody out! i wczorajszy wieczor.

Wczorajszy dzien jednak nie byl spokojny i przepelniony odpoczynkiem...
Tu sie zawsze cos dzieje: )Spotkalam sie z znajoma polka i jej corka. Nie bylo jakos intensywnie ale kazdy ruch przy takiej temperaturze wymaga niesamowitych zapasow sily. Procz pogody nie najlepiej sie czulam wiec postanowilam sie wczoraj troche oszczedzic ale nic z tych planow w koncu nie wyszlo; ) Dzis mam w pelni relaksacyjny dzien. Zupelny bezruch. Pogoda temu sprzyja, bo jest jakies 35 st w cieniu wiec nie wypada sie zanadto meczyc; )

Grob Bozy
Bylam wczoraj na czuwaniu w Bazylice Grobu. Z poczatku bylo dosc dziwnie i z lekka nerwowo poniewaz greccy ortodoksi zabukowali sobie cala przestrzen w Grobie na ponad godzine-glosno sie przy tym modlac. To oczywiscie nic zlego ale jak jest kilkanascie osob, ktore chca tam wejsc i choc chwile tam zostac to rodzi sie maly konflikt interesow...coz. Jak dla mnie to mogliby tam spedzic cale 3h godziny tylko kwestia ciszy jest dosc nerwowym tematem; ) Ale jakos male spiecie zostalo zazegnane-nie bralam udzialu w rozwiazywniu tych niejsanosci-na szczescie: ) Zupelnie niesomowity to byl czas. Taki zupelnie nie w pospiechu jak to zazwyczaj bywa. Mozna sobie pojsc gdzie sie tylko zechce i to jest w tym wszystkim najbardziej ujmujace. Zatem postanowilam ten czas darno mi dany dobrze wykorzystac. Czytalam, rozmyslalam i sie pomodlilam : )
Przez caly wczorajszy wieczor towarzyszyly mi Wyznania sw. Augustyna. Postanowilam sobie poczytac co nieco. I jeden z fragmentow okazal sie tak mocny, ze nie udalo sie alej ruszyc z ta zacna lektura. Przytocze:


" Pozno Cie umilowalem, Pieknosci tak dawna, a tak nowa, pozno Cie umilowalem. W glebi duszy bylas, a ja sie po swiecie blakalem i tam szukalem Ciebie, bezladnie chwytajac rzeczy piekne, ktore stworzylas. Ze mna bylas, a ja nie bylem z Toba. One mnie wiezily z dala od Ciebie-rzeczy, ktore by nie istnialy, gdyby w Tobie nie byly. Zawolalas, krzyknelas, rozdarlas gluchote moja. Zablysnelas, zajasnialas jak blyskawica, rozswietlilas slepote moja. rozlalas won, odetchnalem nia-i oto dysze pragnienim Ciebie. Skosztowalem i oto jestem glodny jestem i lakne. otknelas mnie-i zaplonalem za pokojem Twoim."

Mysle,ze ten fragment nie wymaga komentarza, bo nawet zdobyc sie na niego nie umiem. Wiem tylko,ze jest bardzo przeszywajacy. Dobry tekst do rozmyslania w wolnej chwili: )

Tytul postu nawiazuje do tekstu, ktorym raczy nas kadego wieczoru grecki mnich(juz o nim pisalam tu chyba) Bez wiekszego namyslu wrzeszczy: everybody out! kiedy przychodzi czas zamkniecia Bazyliki. Jest w tym dosc agresywny i bywa niemily. Nie wiem czy to dobrze...to takie troche bez klasy. Zwlaszcza w takim miejscu wydaje sie to byc niestosowne. W kazdym razie nie ma na imie Iwan-jak wszyscy podejrzewalismy; ) tylko Pantaleo(kustosz nam powiedzial) ciekawe co znaczy jego imie po grecku?jestem pewna, ze znaczeniem i wyjasnieniem  nie sa slowa: mily i goscinny i dziekuj Bogu, ze jest z toba. Generalnie jest nieprzywidywalny. Wczoraj przed polnoca tez zrobil raban porzadny i jak zwykle bylo: everybody out!  Po pewnym czasie staje sie to dosc smieszne ale w pierwszym zetknieciu z Pantaleo przeszywa cie lek o wlasne zycie. Jest srogi i nie przesadzam w tym.

Dzis leze plackiem prawie caly dzien. Jest goraco i ja jakos nie w pelniu sil jestem. Spalam 4h i zmeczenie sie skumulowalo. Wczorajsze dolegliwosci nie przeszly do konca wiec walcze z bolem umiejetnie.

Jutro rusza i wznawia dzialalnosc biblioteka kustodianska: ) i wraca s.M. : )zatem radosc.

Wracam do odpoczynku zeby miec sily na jutro.

sobota, 21 sierpnia 2010

Owocowy głód.

Wczorajszy dzien zupelnie intensywny. Rano praca-normalka jak nic; ) Potem szalone zakupy z Maria. Takie do konca owocowe. Mimo ogromnych ulicznych korkow udalo sie wszystko kupic i nawet po tanioszce wyszlo. Takze bardzo bylysmy z siebie zadowolne tym bardziej,ze owoce okazaly sie bardzo pyszne. Owocowy glod zostal w pelni zaspokojony. Co do ulicznych korkow to naprawde trzeba byc wytrzymalym…fizycznie I psychicznie…psychologia tlumu w Jerozolimie dziala niezawodnie. Wczorajszy dzien uplywal pod znakiem ogolnego rozplywania sie. Caly dzien temp. oscylowala wokol 38-41 st. dosc meczace to bylo. Na Drodze + doslownie ze mnie wszystko splywalo. Zatem kazda czynnosc wolniej jakos szla i wymagala wiekszego nakladu sil. 
Wieczorem na naszym dachu odbyla sie kolacja. Wyjatkowa dosc. Zjawil sie sam Kustosz Ziemi Swietej. To wazna persona. Bardzo mily czlowiek. Nie dalo sie odczuc zadnego dystansu. Rozmowy i konsumpcja rozmaitych pysznosci trwaly dlugo wiec dzis jestem flakiem; ) Warto jednak bylo poznać ojca kustosza.

Dziś plany mam nie do konca sprecyzowane…odpoczynek. W ogóle mam mala dziure w nodze. Sie wczoraj zrobila. Na razie wyglada podejrzanie ale zamierzam ja spacyfikowac jakos umiejetniej.

Wieczorem ide na takie prywatne 3h czuwanie o Bazyliki Grobu. Nie sama oczywiscie ale wpuszczaja tylko 15 os. Kazdego wieczoru wiec dosc inywidualnie jest w takiej ogromnej przestrzeni.

Duzo sie dzieje. To fakt. Duzo rozmow, ludzi, dzwiekow, smakow. Dobry czas.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Ostatni czas

Ostatni czas jakos w wielkiej intensywnosci. Co rusz jakies spotkania, nowi ludzie, wieczorne rozmowy i sporo tez zmeczenia z tegoz powodu choc to w momencie przezywania jest bardzo super przeciez: ) Dzis np. od rana swietujemy imieniny jednej z polskich siostr. Oczywiscie juz teraz jestem w biblio. ale ranek caly spedzilam na godnym swietowaniu. Bardzo mila uroczystosc-duzo gosci i serdecznych usciskow: )

grafitti na murze dzielacym Izarel od Autonomii Pal.
W tym wpisie chcialabym jakos od Betlejem sie odniesc. Bylam ostatnio tam i mam sporo przemyslen na ten temat. Samo Betlejem jest bardzo urokliwe choc nieco mocno zabrudzone. Mnostwo smieci i roznych nieczystosci na ulicach. Nie ma w ogole o to troski...niestety.  Betlejem jest w moim odczuciu dosc wertykalne; ) Ale to dobrze, bo przynajmniej sie czuje,ze pielgrzymuje; ) Bazylika Narodzenia jest jakies 40 min wolnym krokiem od check pointu. Bardzo mi sie tam podoba. Mimo panujacego w Bazylice chaosu i jakiegos takiego intensywnego zatloczenia mozna znalezc kat dla siebie. Dobrze sie tam wybrac. Z pewnoscia.

Bardzo mnie smuci tylko jeden fakt...to co sie dzieje w Betlejem i calej autonomii...nie chce narzekac ale jest zle. I to bardzo. Regularne najazdy na palestynczykow, dosc niemile kontrole w check pointach, na miescie...brak szacunku-tak ogolnie... Betlejem jest gettem. Bardzo jest smutny los ludzi, ktorzy od 10 lat nie ruszyli sie z tego miasta, bo nie dostali pozwolenia na przekroczenie check pointu. Ogolna niesprawiedliwosc. Jak sie nadarzy sposobnosc to opowiem w relanosci o tym co tam sie dzieje jak wroce do PL.

Bardzo jest potrzebna pamiec w + o tych ludziach. To konicznosc nawet: ) Nie wiem co musialaby sie stac zeby ten dramat sie skonczyl...wiem tylko,ze nie mozna sie opowiadac za ktoras ze stron, bo wtedy serce sie zamyka i jest zdolne do wiekszego osadzania...trzeba pomagac i byc zyczliwym dla obu stron. Zwlaszcza jak sie tu mieszka i na codzien doswiadcza tej rzeczywistosci...

Ufam,ze sie wszystko zmieni(kiedys). I ludzie tu mieszkajacy beda mogli sie czuc w pelni wolni. Mam taka nadzieje.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

sw. Jacek

"Lubisz adrenalinę i mocne wrażenia? Nudzą cię przewidywalne wakacyjne podróże? Nic prostszego: udaj się na ulicę Stolarską w Krakowie do grobu pierwszego dominikanina i poproś o wstawiennictwo. "
                                                                               o. Krzysztof Palys OP








Święty Jacku, natchniony apostole Słowian, niestrudzony głosicielu SŁOWA, patronie dojrzałego chrześcijaństwa w naszej Ojczyźnie!
Całym swoim życiem uczyłeś nas umiłowania Eucharystii i Bogarodzicy. I dzisiaj przyjdź nam z pomocą i bądź patronem rzeczywistego nawrócenia do Boga i nowej chrześcijańskiej dojrzałości.
Prowadź nowych, przez Boga wezwanych ludzi, którzy zmienią oblicze starej ziemi. Spraw, aby w misji, którą Ty rozpocząłeś Chrystus zechciał się nami posługiwać.  

                                                                                                                                Amen.






sw. Jacek to jest Gosc! jeden z moich ulubionych swietych...: )


 








                                                                                    +

niedziela, 15 sierpnia 2010

Yad Vashem.

 dzieci wywiezione do obozow zaglady. 
Bylam wczoraj w Yad Vashem. To miejsce, muzeum w ktorym upamietniony jest Szoah. Bardzo przejmujace miejsce...W tym miejscu tez sa drzewa, ktore sa zywym pomnikiem tych, ktorzy ocalili Zydow od Holokaustu sa to Sprawiedliwi wsrod narodow. Taki tytul i nadano. Jest duzo nazwisk z Polski ale tez z Holandii. Wegier, Austrii. Bylismy tez w memoriale dzieci zamordowanych podczas Szoah.Bardzo wszystko mocne w odbiorze. Mysle,ze to dobre iz jest tak mocne w wyrazie, bo nie wolno nam zapomniec...
wagon w ktorym byli przewozeni Zydzi .
Ten wpis jest nieco smutny ale czasem tak jest,ze jak sie cos oglada to przychodza emocje. Uwazam,ze bardzo ciekawa jest ekspozycja w tym muzeum i nieslychanie cenne jest to,ze to miejsce odwiedzaja ogromne ilosci ludzi z calego swiata.

Bylam tez w Synagodze takiej najwazniejszej tu w Jerusalem ale przyznam szczerze,ze wcale mi sie nie podobalo. Ogromny gmach z salami wykladowymi; )Miejsce w ktorym trzymaja Tore jest za jakas kotara i w glownej sali sa witraze...jesli chodzi o mnie to wyczuwam niesmaczne pomieszanie stylu.
Poza tym to zmeczenie przyszlo po tej wyprawie...taki trampek sie ze mnie zrobil; ) Zatem postanowilam polezec i nawet udalo sie zasnac. Lecz po tej drzemce obudzilam sie jeszcze bardziej zmeczona niz przed...;) Wieczor spedzilam z moimi drogimi wlochami. Kolacja pyszna, na dachu wedlug zwyczaju. Pyszne grillowne warzywa i mieso. Na deser zwyczjowo lody: )
Wczoraj tez sie slyszalam z J.! dobrze Cie bylo slyszec na chwile choc...bo tesknie bardzo.
Czas wracac do pieczatkowania. Dobrego.

http://www.youtube.com/watch?v=PSwtTo3bDf8

sobota, 14 sierpnia 2010

Jak dzieci...

Dzien zaczety wczesnie. Mimo walki porannej wytrwalam bez marudzenia do teraz: ) Duzo emocji temu mojemu wstawaniu towarzyszylo: ) Wygralam te walke!!! Bylam dzis przez dzien caly na Gorze. Bylo intensywnie. Pracowalam troch fizycznie. Njapierw mycie okien a potem malowanie zjezdzalni dla Maluchow. Przy tym taka glupawka byla...to chyba generlanie od slonca...ale ozywialo to znacznie atmosfere przy pracy. Mialam bardzo ciekawa rozmowe z s. S. taka ubagacajaca.Bardzo to wszytsko cenne.

Rano bylam na mszy w polskim domu i tam uslyszalam,ze mamy byc jak dzieci...ogromnie ufnie podchodzic do zycia. Niby oczywistosc ale mi to dzis bylo ogromnie potrzebne. Dalo nadzieje. Po jakims czasie siostry z polskiego domu przyszly na Gore i wedle zaslyszanego rano slowa o dzieciecej bezstrosce-przyniosly wor cuksow: ) To sie nazywa dzialac z moca: )

Z Gory zbiegalam bez sandalow-zreszta nie tylko ja; ) fajne doswiadczenie. Calkowite zjednocznie z ta ziemia: )

Poszlismy jeszcze do Grobu a tam mnisi greccy spiewali sobie w najlepsze...to co tu slysze na kazdym kroku daje mi taka radosc wewnetrzna. Bogactwo harmonii i dzwiekow jest powalajaca!Zwlaszcza po takim dniu jak dzisiejszy.

Jutro W. odnawia sluby, dostaje habit na nowo. Pamietam i sie modle za Ciebie tu-bracie! Badz w tym wszystkim ufny jak dziecko!: )

Dobry dzien mimo emocji i trudu wchodzenia na ta Gore...czuje wdziecznosc, ze mimo trudu przychodzi w koncu radosc.

piątek, 13 sierpnia 2010

Szczeny opad i מזל טוב

Na Drodze + spotkalam dzis o. Ludwika Wisniewskiego OP, ktory zalozyl DA Gorka!swiat jest ogromnie maly!Porozmawialm sobie nieco z tej radosci. Po czym udalam sie do kaplicy koptyjskiej w ktorej to spiewali sobie drodzi mnisi w pol i cwierc tonach niebotczne melodie...naprawde w pierwszej chwili trudno sie do tych dzwiekow przyzwyczaic ale po chwili wejsc mozna w taki trans-jesli mozna to tak nazwac...jakos sie czlowiek jednoczy z ta harmonia tak obca dla ucha europejczyka. Mam zachyt w sobie.
Z racji tego,ze popoludnie calkiem wolne to wybralam sie na spacer. Poszlam bez wiekszego planu i trafilam do dzielnicy zydowskiej. Spotkalam przemilego Eliasza=Zyda. Pogawedka byla urocza i mila. Ciekawy z Niego gosc.  Rozmowa byla na przerozne tematy:polityczne, religijne, estetyczne...fajnie mi bylo tak sie skonfrontowac z ortodoksyjnym starszym bratem w wierze.
Wracajac niefortunnie weszlam na uliczke targowa-muzulmanska. I trafilam na uliczke miesna,ze tak sie to wyraze i to bylo niesamowicie niemile przezycie...bo to miecho,ze sie tak kolokwialnie wyraze lezy tam caly dzien w ogromnym sloncu wiec mozecie sobie wyobrazic co sie z nim dzieje pod koniec dnia...masakra milion. Caly czas poluje na passion fruit. Jutro zamierzam je zdobyc: ) Bylam teraz w Bazylice Grobu i dzis grcki mnich(pilnuje wejscia i porzadku wokol Grobu) byl wyjatkowo nie w humorze...szkoda,ze ludzie na tym co czesto pierwszy i ostatni raz w zyciu tu sa-bardzo na tym traca...Nic. Moze kiedys go zmienia.
Ide spac.Bo wypada. Tym bardziej,ze jutro spedzam dzien z ludzmi z Gory: )
mazel tov!

czwartek, 12 sierpnia 2010

Muza na dzis.

 http://www.youtube.com/watch?v=oeSh805ekR0

12 pysznych szekli; ) i wsciekle pomarancze: )

Za 12 szekli zrobilam sobie owocowy mix-bardzo pyszny zreszta: )
U znajomych arabow zakupilam pyszne banany(mam slabosc do nich i do arabow tez) oraz cytryne: ) Z tego powstala bardzo malo skompliowana salatka: ) Po drodze zakupilam pyszny sok ze swiezych pomaranczych-wyciskanych odrecznie co wprawilo mnie w kolejnych pyszny zachwyt,bo pan po wzieciu przeze mnie sporego lyka dolal mi jeszcze- taki gratis: ) Poza tym byly tez wsciekle pomarancze ale to w dzielnicy muzulmanskiej. Z racji ramadanu chyba autochtoni tej dzielnicy sa nieco poddenerwowani i czasem jakos ich gniew sie uwidacznia w wszelakich slownych i recznych nieporozumieniach. Doszlo do bijatyki reczno-pomaranczowej. Tlukli sie najzwyczjniej w swiecie. A,ze w ruch poszly pomarancze to przykra sprawa,bo na pewno byly pyszne. Po tej ogolnej masakrze ucierpialo kilka osob i rzeczone pomarancze ale przynajmniej mila won sie unosila. I troche V st.. Drogi + tez  ale mily pan arab zaraz wszystko usprzatnal. Dzielni panowie policjanci i zolnierze zawezwali pomocy i pan sanitariusz w dodatku zyd biegl ile sil w nogach zeby opatrzyc kogo trzeba. To sie nazywa dialog miedzy religiami: )

środa, 11 sierpnia 2010

Zapiski z dnia dzisiejszego i moje traumy.

Dzien caly pod znakiem bolu glowy. Calkiem mnie to dzis rozwalilo, bo go przepedzic nie moglam i dalej nie moge. Mimo pobrania pewnych srodkow co mialy go usmierzyc...bywa i tak. Przez to dzis wszystko wolniej szlo i sennie nieslychanie... Przyczyna mojego bolu jest niewyspanie ogolne albowiem nie mialam odkad przyjechalam nocy od poczatku do konca przespanej...Mieszkam przy jednej z "glownych" uliczek na starym miescie i generalnie wszystko slychac. Kazdy dzwiek...moimi traumami najwiekszymi sa odglosy nocnych, bardzo glosnych rozmow. Jakos mieszkancy tej miejskiej przestrzeni nie maja wyczucia;)i glosno szczebioca o kazdej porze dnia i nocy. Kolejnym dosc nieprzyjemnym dzwiekiem sa tutejsze traktorki;)ktore spelniaja tu nieslychanie wazna funkcje albowiem rozwoza towary, przewoza ciezkie walizy turystow-pielgrzymow i sa smieciarkami tez...innym pojazdem po prostu nie da sie tu wjechac, bo jest za wasko. Wydawac sie moze zem przewrazliwiona...ale nie to sa naprawde dojmujace odglosy przetaczajcego sie sie zelastwa...i tez o kazdej porze dnia i nocy. Jednak najbardziej "wkurzajacym" odglosem tego miasta sa dzwieki z minaretu o 4. rano. Mieszkam moze jakies 100m od rzeczonego minaretu i jest strasznie...naprawde. Nie udaje mi sie przywyczaic. Mimo bardzo poboznego nawolywania pana muezina: "Modlitwa jest lepsza niz sen a zatem zerwij sie i oddaj chwale Panu". Nie umiem na to odpowiedziec...i tu nie chodzi o moja proznosc czy cos takiego- tylko pore!jakby nie mogl o 7. na ten przyklad...naprawde islam jest najglosniejsza religia swiata. Jerusalem jest wyjatkowym miejscem i ogromnie sie ciesze,ze tu jestem ale gdyby bylo nieco ciszej...w ogole ramadan sie zbliza wiec to dopiero bedzie i przepraszam za wyrazenie "jazda".
Jutro byc moze znow do Betlejem jade z ludzmi z Gory. Postaram sie opisac moje sobotnie i jutrzejsze wrazenia z pobytu w autonomii palestynskiej juz niebawem. Tymczasem ide sie przejsc i sprobuje sie zdrzemnac;) bo nie wiadomo kiedy znow sie obudze...znaczy sie o ktorej; )
+

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Zachwyt.

passion fruit

mango










Wczoraj wieczorem byla kolacja urodzinowa Danielli. I na tej kolacyji same pysznosci...Poza mocnym elementem owocowym byla tradycyjna wloska pasta, bo wlasnie Daniella jest rodowita wloszka : ) Bylo duzo gosci i niespodzianek. Spiewy polsko-wlosko-hiszpansko-francusko-izraelskie. Dobry wieczor zatem byl. Byly pyszne lody  i ciasto czekoladowe. O tym nie mozna zapomniec w koncu.
Juz o tym pisalam chyba,ze przezywam zachwyt owocowy tu ale bede o tym wspominac ilekroc mi sie k;temu okazja nadarzy....Bo naprawde jest  czym sie zachwycac...
W ogole to moj wspoltowarzysz biblioteczny-Alberto non stop slucha plyty z spiewami dominikanskimi...missa de misericordia...i ja nie moge juz...witaj pokarmie to mi juz doslownie bokiem wychodzi ale dla niego to hit sezonu, dzis mu nawet nuty do tego wydrukowalam...trzeba przecierpiec...
: ) Dzis jest lekki chaos w moim wpisie...aletak jakos dzis jest... hitem dzisiejszego wieczoru jest wyciagniety z gwary poznanskiej tekst...ze u nich tj. w poznanskiem: ) biletow to sie nie kasuje tylko...uwaga: odbija : ) wiec zamiast kasownikow to chyba tam maja odbijniki; )nic...takze smiesznie w kazdym razie.
 Konczyc trzeba mi, bo jednoczesnie mam polaczenie z PL na czacie...dobrego!

niedziela, 8 sierpnia 2010

Niedzielnie.

sw. Dominik
Niedziela wcale nie leniwa...wrecz bardzo intensywna: ) Dzis od rana ruch. Na rozruch sobie poszlam na Gore Oliwna co do najnizszych w okolicy nie nalezy niestety; ) a moze i dobrze...mozna doswiadczyc przynajmniej jakiegos wysilku poza tym Jerusalem i wlasciwie wszystkie miejsca wazne dla chrzescijan w Ziemii Swietej zazwyczaj znajduja sie na gorze. Jerusalem jest miastem zdecydowanie wertykalnym! Dzis bylam w Ein Karem czyli w miejscu w ktorym wedlug tradycji byl dom Zachariasza. Zwiedzilismy kosciol, ktory stoi na  miejscu spotkania sw. Elzbiety i Maryji. Ostatnim punktem poboznego programu i ten punkt najbardziej mi przypadl do gustu i serca to Pustelnia sw. Jana Chrzciciela. Wysoko: ) i cicho tam bylo i na dodatek ladnie: ) W wszystkie te miejsca jezdze badz chodze z ludzmi z Gory: ) czyli z Akademickim Kolem Misjologicznym z Poznania: http://misja.info/ Polecam zajrzec: ) Dobry bardzo czas tu mam. Dzieki wspolnemu spedzaniu go razem-tak sobie mysle.

Wczoraj bylismy w Betlejem ale dzis zupelnie nie mam na to sily zeby o tym wszystkim pisac...dodam tylko,ze bardzo duzo emocji tam doswiadczylam...bedzie o tym osobny wpis.Zapewne.

Dzis sw. Dominika a zatem wszystkiego najbardziej dobrego tym co z zakonem kaznodziejskim przez sympatie czy sluby zlaczeni! Modle sie tu za Was drodzy: )

Pozdrawiam niedzielnie.

piątek, 6 sierpnia 2010

Zwyczajnie niezwykly.

+




Mysle, ze dzieki Niemu jestem tu gdzie jestem. Chodzi mi tu o moment w zyciu a nie miejsce...choc to pewnie tez: ) Dzieki Jego wstawiennictwu:) Juz niedlugo Twoje swieto Dominku! 

"Oprócz tej fascynującej zwyczajności jest jednak w św. Dominiku ukryta jakaś tajemnica. W klasztorze św. Sabiny w Rzymie do dziś zachowało się małe okienko, przez które – jak głosi legenda – bracia podglądali św. Dominika modlącego się nocami w kościele. Wtedy najbardziej był sobą. Podnosił ręce w górę, padał na twarz, czasem krzyczał, a czasem płakał. Bracia go podglądali, ale nikt nie śmiał mu przerywać, bo rozumieli, że są świadkami jego największej tajemnicy: spotkania żywego człowieka z krwi i kości z Bogiem Żywym. "


Taki byl...zwyczajnie niezwykly. Warto od Niego czerpac. Mowie Wam: )



czwartek, 5 sierpnia 2010

Male,najmniejsze Szczescie: )

Ma dokladnie 13 tygodni...serce bije Maluszkowi bardzo szybko: ) i ma sie dobrze:  )


 Rosnij zdrowo i miej sie jak najlepiej!



                                                                 :        )

Gratuluje Wam!Moi Bardzo drodzy: )
Bracie jestes Tata!!! : )

...

Duzo sie dzialo ostatnio. Wiele miejsc odwiedzilam. Chcialabym je tylko wymienic...Nazaret, Kana, Karmel. Cezarea, Gora Tobor i Blogoslawienstw, Kafarnaum, Tabgha...i jeszcze kilka innych.Wszystkie te miejsca wazne i warte zobaczenia. Jednak jakos Jerozolima jest mi najblizsza...nieco sie przyzwyczilam do tego brudu(naprawde jest nieco zasmiecone to miasto) i chaosu. Tygiel kultur, osobowosci, temperamentu...mysle,ze fanatyzmu tez. Nie tylko ze strony muzulmanow czy zydow...ze strony chrzescijan tez..niestety. Kiedys uslyszalam,ze fanatyzm to brak wyobrazni milosierdzia i konkretne spoznianie sie z miloscia wzgledem blizniego...zgadzam sie. W Jerozolimie doswiadczyc mozna tego wszystkiego po trochu. Oczywscie jest miejsce na spokojne zatrzymanie sie i odnalezienie takiej przestrzeni w ktorej poczujesz sie najpewniej. Jak u siebie;) ja taka znalazlam. Bardzo sie ciesze,ze tu jestem. Ciesze sie tez,ze nie rozumiem tych wszystkich zwyczajow, ludzi...ze nie znam ich jezyka...taka terra incognita...dzieki temu moge chlonac i poznawac, uczyc sie i smakowac, dotykac, wchodzic w dyskusje i byc tu po prostu. To fajne uczucie kiedy ide uliczkami jerozolimskimi i wymieniam usmiechy z arabami z ktorymi zamienilam slowko albo ktorzy sa zanjomymi znajomych; ) Zawsze sie spytaja jak sie mam i wymienia poglady o dzisiejszym dniu;) Nawet sie juz nie boje tego greckiego mnicha co pilnuje wejscia do Grobu Bozego...dzis np. ja kupowalam wode a On dwie ogromne butle coli i sprite'a;)ot ascetyczne podejscie do zycia;) Usmiechnal sie i cos szepnal po grecku sobie...Uliczki i skroty jerozolimskie sa juz dobrze znane. Nie gubie sie i wszystko jest logiczne w tej gmatwaninie, labiryncie miejskim. Dobrze tu byc.

dobry dzwiek.

                         http://www.youtube.com/watch?v=Aiuu2dMpfzs&feature=related

wtorek, 3 sierpnia 2010

Intensywny czas.

Nie pisalam ostatnio...czasu nie bylo zupelnie i przede wszystkim sily. W niedziele ostatnia bylam z ludzmi z Gory Oliwnej na wycieczce malej. Wybralismy sie do Jerycha, Qumran i nad Morze Martwe. W Jerychu ogladalismy ruiny miasta-szczerze nie porwalo mnie to zupelnie. W Qumran juz bylo znacznie lepiej: ) Rowniez ogladalismy ruiny ale byly one zupelnie inne: ) To miejsce zamieszkiwali Essenczycy, ktorzy  zamieszkiwali te tereny w latach 125 p.n.e.-68 n.e Zamieszkiwali groty i trudnili sie przepisywaniem:
-tekstow biblijnych – zawierających całe księgi lub ustępy St. Testamentu
Kto chce wiecej wiedziec niech zajrzy sobie: ) tu http://pl.wikipedia.org/wiki/Qumran
Potem pojechalismy nad morze a!dodam,ze temperatura oscylowala w granicach 41-47 st wiec bylo srednio...; )Nad morze niemilosiernie goraco i slono okropnie. Nie moglam sie kapac, bo jestem alergikiem i troche mnie to by sponiewieralo;) ale sie zamoczylam nieco-woda byla zupa: ) Powrot calkiem leniwy i senny. Wjechalismy na Gore Oliwna i zostalam z Ludzmi z Gory: ) i milo spedzilam czas na spiewach i rozmowach. Przepyszny obiad zjadlam. Dzieki wielkie drogie Siostry! : )bo ss.elzbietanki przygotowaly ten pyszny polski obiad: )

Wczoraj pracowalam i to dlugo-prawie bez przerwy ale to dobrze, bo roboty jest duzo: )

Dzis pojechalam z inna grupa na calodzienna wycieczke w rozne miejsca. Zupelnie rozne: )
Zatem: Gora Tabor-ktora jest oblednie piekna i urokliwa. Cisza tam niebywala panuje. Na Gorze Tabor jest sliczna Bazylika z fascynujacymmi mozaikami na sklepieniu nad oltarzem. Dwie kapliczki:jedna dla Mojzesza druga dla Eliasza...bardzo mi sie tam podobalo-tym bardziej,ze mielismy tam Msze. Potem pojechalismy na Gore Blogoslawienstw nad jeziorem Genezaret. Tam bylo rownie urokliwie. Cicho...zielono i bujnie: ) Kolejny punkt to kosciol.sw Piotra gdzie Pan Jezus powierzyl sw.Piotrowi sterowanie Kosciolem. Potem szybciutko do Kafaranaum do domu sw. Piotra: ) Wiele waznych rzeczy przeciez tam sie wydarzylo:) Tam spedzilismy chwile. Odpoczynek chwilowy ale bardzo potrzebny byl...bo upal niebywaly dzis byl. Pojechalismy po odwiedzinach u sw. Piotra nad jezioro Genezaret na 40 min rejs po tymze jeziorze. Bardzo to bylo przyjemne.I wazne.Bo tyle rzeczy w koncu tam Jezus zdzialal...
Mielismy zasluzony postoj na jedzonko nad jeziorem. Po tym postoju udalismy sie nad rzeke Jordan zeby odnowic swoje przyczenia chrzcielne. Ciekawe doswiadczenie.
Sa z tego wszystkiego fotosy. Jutro kolejna tura wypadowa...intensywnie.A! jeszcze byla miejscowosc: Tabgha gdzie dokonal sie cud rozmozenia chleba wg.tradycji...bardzo ciekawe miejsce:)Benedyktyni niemieccy zajmuja sie tym miejscem wiec bylo ascetycznie i przyjemnie. Tak jak trzeba: )

Poza tym to dzis 3.08 i GPS wyruszyl na Jasna. Do Mamy...i ogromnie mi dzis sie teskno zrobilo...taka fala tesknoty zalala z rana wiec napisalam do J. z tej okazji...dostalam sms zwrotnego,ze wyruszyli wiec sie nieco wzruszylam...dziwnie jest organizowac i sie nie wybrac na GPSa...i jakos tak ogolnie do wszystkich teskno...powierzam Was wsz. w modlitwie...nieustannie, bo to pomaga tesknote oswoic. Choc teraz sie nawet znow wzruszylam...ale nic. Jest przeciez pieknie.
Shalom+