wtorek, 30 listopada 2010

W biegu.

Zupełnie w biegu wszystko. Przemieszczam się pomiędzy centrum mojego miasta a dzielnicą o wdzięcznej nazwie Oliwa z prędkością światła; ) Pilnuje dzieci. Dwa zestawy różnych bardzo Maluchów. W każdym zestawie po 2 Maluchy; ) Zatem cztery różne temperamenty, humory i nastroje. Jak na razie zwyciężam urozmaicając i zabawiając. Dziś na ten przykład tylko do jednej rodziny jadę. Co cieszy, bo wczoraj Maluszaki wyssały energię ze mnie i padłam...; )Trochę teraz czuję zmęczenie. Jakiś "zjazd" energii...za chwilę ruszam do pracy także trzeba się reaktywować, bo dzieci jakoś dziwnie wyczuwają słabości opiekujących się nimi; ) Byłam już dwa razy w mieście dziś, bo różne poranne przygody zmusiły do przemieszczania się pomiędzy wyspunią a resztą miasta mego. Poza tym zima przyszła i jest. Pada czasem, częściej wieje i jest wówczas przeraźliwie zimno...zwłaszcza czuję owy chłód jak wsiadam do autobusu tego o 5.42: ) Poza tym dzisiejsze me przemyślenie na temat tego postępującego zagonienia w Adwencie to: czekanie wcale nie musi być stagnacją. Zazwyczaj jest intensywnym działaniem. Żeby do końca tylko sił do tego wstawania w środku nocy;: ) starczyło...

niedziela, 28 listopada 2010

Przyjdź! nie zwlekaj!

Zupełnie niezwyczajny czas się rozpoczął. To wstawanie przed świtem, w mroku brodzenie...wszystko z tęsknoty...nie można tego przespać, przeczekać, spóźnić się. Z pieśnią na ustach witanie nowego dnia... ogromnie lubię ten czas...bo jest cały czekaniem. Z taką ogromną tęsknotą się ten moment przeżywa. Te ranne wstawanie z tęsknoty...by nie przespać przyjścia tego Który jest spełnieniem oczekiwań...




środa, 24 listopada 2010

dzień udany. długi i dobry. tymczasem ja delikatnie rzecz ujmując padam...fajne jest takie naukowe zmęczenie...od nadmiaru wiedzy głowa boli.jescze kończę artykuł o źródle cierpień, które przynosi kultura. na dobrą noc przesyłam dobrą muzę. zima idzie wielkmi krokami. wyczuwam to.

wtorek, 23 listopada 2010

drugi wpis dziś...

Dzień zupełnie szary i mokry. Do końca. Senny z bólem głowy. Od rana-jak już wcześniej pisałam niefortunne wieści do mnie przychodziły. Ot tak. Po prostu. Takie dni się zdarzają i nie ma co od tej myśli uciekać. Zwyczajność. Czasem się zdaje mi, że zupełnie należy się koncentrować na tym co "tu i teraz" się wydarza. Na ludziach, sytuacjach, moich nastrojach...To fakt,że należy się przyglądać sobie i światu, ludziom-to absolutnie ważne. Tyle tylko,że wszystko jak najbardziej jest przejściowe,zmienne. Nie należy się "przyczepiać" do detali...to trudne. Trzeba się jakoś odważnie odważać; ) spoglądać w przód...zmieniamy się nieustannie, progres trwa...dobrze się całkowicie tego trzymać, nie nastawiać się...przyjmować. Ciągle odkrywać ten fakt...nie tylko mentalnie; ) Zmęczenie zupełnie mnie zgniata...
Czas spać, rano trzeba wstać do życia...bo dzień długi jutro się zapowiada...

dobranoc...

od rana wieści dziwne. różne.

od rana wieści dziwnie różne. przez co mój nastrój dość szwankuje dziś. do tego ta pogoda lekko wkurzająca. zaraz na uczelnię wybieram się. jesiennie do szpiku kości ; ) czekam na śnieg. od dziś: )wolę zasypanie niż ciągłe moknięcie i brodzenie w kałużach. znalazłam o poranku ten cytat i bardzo mi się spodobał więc dzielę się otwarcie.

" Teraźniejszość jest czymś, co nas wiąże. Przyszłość tworzymy sobie w wyobraźni. tylko przeszłość jest czystą rzeczywistością."
                                              Simone Weil

poniedziałek, 22 listopada 2010

deszcz zewsząd.

Jesiennie i chlapa. Spać się chce. Do tego muza dobrze nastraja właśnie ta. Od rana rozmowy o kinie i filmach. Ciężko się zebrać do konkretności jakiejś. Jesień tak właśnie nastraja. Kawa zaparzona. Jeden tylko odcinek mojego ulubionego serialu zobaczę. Staram sobie dawkować; )Poniedziałki naprawdę bywają trudne...zwłaszcza po przyciężkawych weekendach...Przynajmniej plany na najbliższy czas się klarują. Trzeba do systematyczności powrócić i może podróż jakaś się przydarzy...bardzo na to czekam. Żeby się ruszyć stąd. Na Mazowsze.Choć na chwilę.

wtorek, 16 listopada 2010

dwumiesięcznica.

Już dwa miesiące minęło od powrotu z Izraela. Ten tutejszy czas to dwa długie miesiące, jakiejś stagnacji. Czas zdecydowanie tu wolniej płynie. Co na to poradzić? chyba nic. Rzeczywistość trzeba przyjmować. Podróż na daleki bliski wschód była wydarzeniem życia-nie ma co tego ukrywać...wdzięczność czuje,że udało się tam być i poznawać, kosztować smakowitości, doświadczać miejsc, ludzi...



Shalom! Salam malejkum!