wtorek, 31 maja 2011

30,7

tyle dziś było nad samym morzem. co cieszy, bo czuć lato. w końcu. pogoda taka, że naprawdę nic się nie chce...a uczyć to najbardziej się odechciewa. co za ironia losu, że się pięknie na świecie zrobiło kiedy sesja się zbliża...

poza tym to zachwyt milion. nad ludźmi. że tyle dają z siebie. dzielą się. pasją i energią najczęściej. milion dobrych  dźwięków wczoraj. radości ogromny zalew.

dobrze jest rozmawiać. w każdej przestrzeni. i nieważne ile tysięcy kilometrów dzieli. tyle emocji, że w środku się trzęsie wszystko. mimo zmęczenia to genialnie dobry dzień był.

czwartek, 26 maja 2011

26 maja.

w wielkim pędzie wszystko. trochę wytchnienia by się przydało. ale to pewnie niebawem się przydarzy. jak sesja na dobre zagości, bo teraz to zupełny szał zaliczeń i innych takich rozliczeń. dużo tego ale nie zamierzam dać za wygraną i polec na polu bitwy.

ludzie co dobrzy wokół są. nawet jeśli tylko na chwilę przez tel. usłyszani bądź w innych okolicznościach - zawsze to takie po prostu zwyczajnie dobre jest. nawet czasem nie trzeba już nic mówić i tylko być. czasem to chyba największym wsparciem jest. to zachwyt zupełny.
ale są też nie-zachwyty ludzkie...idealnie wyśrubowany obraz siebie, zawsze gotowa odpowiedź na wszystko...to męczy. i w dodatku to takie kruche jest. ale nic...trzeba to przyjąć i chyba zaakceptować.

dziś dzień Mamy mamy. jest to powód do zupełnego świętowania i wdzięczności!: ) Niech tak zatem będzie dziś!: )

wtorek, 17 maja 2011

szarówka.

zimno i pada. szarość zupełna. poza tym ciężko się przebić przez szorstkość ludzką. trudne to bardzo. i ciężko zrozumieć czasem. czekam. może się samo zmieni.

 ...


sobota, 14 maja 2011

jak wiadomo im bliżej sesji tym więcej aktywności człowiek podejmuje: ) także ja za dnia pracuje dzielnie - zdobywam wiedzę i przelewam ją nawet na papier: ) a wieczorami uskuteczniam dobre rzeczy. na ten przykład dziś wieczór i nocy początek spędziłam w kartuzach: ) szaloność zupełna. 

jest też tak, że im więcej naukowych spraw tym więcej jakoś tak planów snuje co zrobię kiedy już będę miała czas : ) i wspomnienia też wracają. dziś mocniej z ukrainy...oto foto: 

autobus.pojemny. kurczaki i koza się nawet mieszczą w takim.

babcia.ale nie moja; )

takie błoto, że sandał można zgubić.

cerkwia. i ja.

ulica. po prostu.
dobry niebywale to był czas.

piątek, 13 maja 2011

co za tydzień.


dokładnie tak. czas nagli i nie jest jak na razie przychylny. dużo, dużo - właściwie ogromne ilości spraw, projektów, zaliczeń i egzaminów. machina sesyjna ruszyła i coraz bardziej się rozpędza. jestem bardzo do tyłu z niektórymi sprawami więc zamierzam jak najprędzej to wszystko przysłowiowo ogarnąć. muszę też zadbać o zdrowie psychiczne żeby do końca nie popaść w frustrację więc zamierzam przyjemności sobie sprawiać tak jak wczoraj na ten przykład. z ludźmi bycie jest w porządku. takie długie w noc zwłaszcza. i rozmowy dobre też są w porządku. 

maj jest. wszystko rozkwita. lubię to. zwłaszcza wtedy gdy wracam z uczelni wieczorem późnym i na grunwaldzkiej z intensywnością niesłychaną wszystko co krzewem bądź drzewem jest cieszy oko i tym bardziej powonienie me. to nawet rekompensatą jest. po dniu od początku do końca na uczelni spędzonym.

a teraz to już zupełny chill. na dziś jest taki plan. bo mi się chyba to należy. i jeszcze ufam, że przyjdzie taki dzień w tej sesji bądź od razu po, że się stąd ruszę. choć na chwilę. zwłaszcza jakoś tak 621 km na południe by się ruszyć przydało...




piątek, 6 maja 2011

tęsknoty.

dziś mnie nosi po prostu. w góry chcę. bardzo tak. i nie wiem co z tym zrobić...jakbym tylko mogła to jutro wsiadam w pociąg i jadę...tyle bym dała za chwilę w tych przestrzeniach...nieskończonych...




może dodam, że te fotosy są z alp. francuskich na dodatek. mieszkałam tam chwilę. i to był w sumie bardzo dobry czas. ciekawi ludzie, spotkania, samotność, mnóstwo książek i wędrówek górskich...

niedziela, 1 maja 2011

dzieje się tak czasem, że zupełnie nie ma się siły na nic. z nadmiaru dobrych wydarzeń, bo przesyt błogi się wdziera i czasem z powodu tych co są niepokojem zupełnym. to zazwyczaj wiąże się z ludźmi co bliscy są. w ostatnim czasie była swoista kumulacja wszystkiego. lecz jak to bywa i to jest zupełnie i po prostu ekstra  - wszystko co niepokojem było w dobro piękne się przemienia.


byłam ostatnio na wyspach. bo powodów było kilka. ważkich i ogromnie doniosłych. święta i chrzest.
dobry czas, rodzinnie pełny. choć zupełnie inne świętowanie było niż zazwyczaj. ale czy inność oznacza, że coś gorsze jest? chyba nie. przynajmniej nie było tak jak zwykle co pozwoliło poczuć wdzięczność ogromną. jak nie odczuwamy braku to czasem w rutynę popaść można. ot tyle: )


 A teraz to naprawdę inny czas się zaczął.