czwartek, 29 lipca 2010

...

Ostatnio nie pisalam, bo w ogole na to czasu nie bylo i jakos zupelnie humor sie popsul na cale dwa dni...moje mysli determinuja rzeczy i sprawy zostawione w PL. Lecz nie zamierzam sie poddawac w tej walce o dobry nastroj. Przyjdzie pokoj-to pewne.

Wczoraj zupelnie niespodziewanie przed zamknieciem biblio. zjawil sie mlody czlowiek u naszych drzwi. Szesc m iesiecy temu wyruszyl z Kolonii i wlasnie wczoraj przybyl do Jerozolimy. Tak postanowil i wykonal swoj plan. Zupelnie bez pieniedzy-korzystal tylko z dobroci ludzi napotkanych. Dla mnie to dosc niesamowite tak radykalnie zmienic swoje zycie...zostawic wszystko: dom, ludzi, przyzwyczajenia i wszytskie ograniczenia...po prostu wyruszyc na spotkanie ludzi i Boga. Spedzilam z C. wczoraj nieco czasu. Poszlismy razem do Bazyliki Grobu Bozego, bo tam byl koniec jego wyprawy. Rozmawialismy sporo wieczorem i jestem przekonana,iz jego wyprawa bardzo zmienila jego zycie i nastawienie do drugiego czlowieka. Wnioski swoje snuje z wysluchania jego historii. Czasem trzeba tak chyba postawic swoje zycie do gory nogami zeby spotkac sie ze soba. Z swoimi potrzebami, pragnieniami. Radykalna zmiana miejsca, decyzja na nowe zycie przynosi ukojenie. Wytwalosc i wiernosc. Tylko tyle.
W ogole to dosc zaskakujace ale C. mowi po polsku. Jego Mama jest z pochodzenia polka. Dzis tez sie spotkam z nim i bedzie dalsza czesc opowiesci. A tu link do jego bloga: http://jerusalemcalling.de/
Wszystko po niemiecku na tym blogu...niestety, bo wlasnie C. jest niemcem mowiacym po polsku: )
Jeszcze pewnie dzis sie naslucham opowiesci. To niesamowite i niezwykle-uwazam.

Staram sie spacerowac i odkrywac nowe miejsca tu. Obserwowac i chlonac. Mam kilka przemyslen lecz wole je zebrac w cos bardziej konkretnego. Potrzebuje wiecej czasu. Na wszystko w sumie...na spotkanie ze soba sama i na poukladanie w glowie pewnych spraw zeby nic sie nie rozmylo. Zeby cel stal sie bardziej jasny. Otwartosc i gotowosc na nowe! to haslo tego tygodnia.

Wczoraj na kolacji bylo bardzo smiesznie. Usiadlam jak zwykle do stolu z innymi wolontariuszami a ze dosiasc sie moze kazdy to przyszedl do nas taki ksiadz staruszek o bardzo spokojnym wyrazie twarzy. Zagail mnie i spytal skad jestem i takie inne formalizmy; ) Kulturalnie jest odwzajemnic pytanie tak tez zrobilam: ) Coz...okazalo sie, ze jadlam kolacje u boku nuncjusza apostolskiego kardynala na dodatek. Smiesznie dosc, bo w ogole nie dalo sie poznac, ze to szycha procz tego, ze mial wyjatkowo duzy pierscien na reku; ) Milo nam sie rozmawialo...smiesznie. Serdeczny bardzo kardynal mi sie trafil: )

Przezywam zachwyt serwowanymi tu warzywami!: ) a oliwki sa bezbledne!W ogole duzo dobrych owocow tu nam daja: ) Ciesze sie, bo zupelnie jakos inaczej smakuja niz w moim kraju ojczystym. Sa pelniejsze w smaku: ) Mam warzywno-owocowy zachwyt w sobie.

Dosc roznorodny ten wpis ale wlasnie tak tu jest. Intensywna zmiennosc.Oby tak dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz