sobota, 21 sierpnia 2010

Owocowy głód.

Wczorajszy dzien zupelnie intensywny. Rano praca-normalka jak nic; ) Potem szalone zakupy z Maria. Takie do konca owocowe. Mimo ogromnych ulicznych korkow udalo sie wszystko kupic i nawet po tanioszce wyszlo. Takze bardzo bylysmy z siebie zadowolne tym bardziej,ze owoce okazaly sie bardzo pyszne. Owocowy glod zostal w pelni zaspokojony. Co do ulicznych korkow to naprawde trzeba byc wytrzymalym…fizycznie I psychicznie…psychologia tlumu w Jerozolimie dziala niezawodnie. Wczorajszy dzien uplywal pod znakiem ogolnego rozplywania sie. Caly dzien temp. oscylowala wokol 38-41 st. dosc meczace to bylo. Na Drodze + doslownie ze mnie wszystko splywalo. Zatem kazda czynnosc wolniej jakos szla i wymagala wiekszego nakladu sil. 
Wieczorem na naszym dachu odbyla sie kolacja. Wyjatkowa dosc. Zjawil sie sam Kustosz Ziemi Swietej. To wazna persona. Bardzo mily czlowiek. Nie dalo sie odczuc zadnego dystansu. Rozmowy i konsumpcja rozmaitych pysznosci trwaly dlugo wiec dzis jestem flakiem; ) Warto jednak bylo poznać ojca kustosza.

Dziś plany mam nie do konca sprecyzowane…odpoczynek. W ogóle mam mala dziure w nodze. Sie wczoraj zrobila. Na razie wyglada podejrzanie ale zamierzam ja spacyfikowac jakos umiejetniej.

Wieczorem ide na takie prywatne 3h czuwanie o Bazyliki Grobu. Nie sama oczywiscie ale wpuszczaja tylko 15 os. Kazdego wieczoru wiec dosc inywidualnie jest w takiej ogromnej przestrzeni.

Duzo sie dzieje. To fakt. Duzo rozmow, ludzi, dzwiekow, smakow. Dobry czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz