wtorek, 30 listopada 2010

W biegu.

Zupełnie w biegu wszystko. Przemieszczam się pomiędzy centrum mojego miasta a dzielnicą o wdzięcznej nazwie Oliwa z prędkością światła; ) Pilnuje dzieci. Dwa zestawy różnych bardzo Maluchów. W każdym zestawie po 2 Maluchy; ) Zatem cztery różne temperamenty, humory i nastroje. Jak na razie zwyciężam urozmaicając i zabawiając. Dziś na ten przykład tylko do jednej rodziny jadę. Co cieszy, bo wczoraj Maluszaki wyssały energię ze mnie i padłam...; )Trochę teraz czuję zmęczenie. Jakiś "zjazd" energii...za chwilę ruszam do pracy także trzeba się reaktywować, bo dzieci jakoś dziwnie wyczuwają słabości opiekujących się nimi; ) Byłam już dwa razy w mieście dziś, bo różne poranne przygody zmusiły do przemieszczania się pomiędzy wyspunią a resztą miasta mego. Poza tym zima przyszła i jest. Pada czasem, częściej wieje i jest wówczas przeraźliwie zimno...zwłaszcza czuję owy chłód jak wsiadam do autobusu tego o 5.42: ) Poza tym dzisiejsze me przemyślenie na temat tego postępującego zagonienia w Adwencie to: czekanie wcale nie musi być stagnacją. Zazwyczaj jest intensywnym działaniem. Żeby do końca tylko sił do tego wstawania w środku nocy;: ) starczyło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz